ZJAZD RODZINY ŻELEK

Lubocino to miejsce, w którym rozpoczęta się historia rodziny Żelek. W roku 1926 osiedlili się tutaj Weronika i Czesław Żelek. Tutaj gospodarzyli, tu urodziła się większość dzieci. Tu zastała ich wojna. Doznali losu przesiedleńców i rozłączenia z ojcem, który był więźniem obozów koncentracyjnych. Wrócili po wojnie. Czasy były jednak już inne. Dzieci wyruszyły w świat i urodziły się dzieci nowe. Wielu też już jest po tamtej stronie.

Przypomnieliśmy tamte lata podczas zjazdu rodziny Żelek, który odbył się
29 lipca 2007 r.
w Lubocinie.

Przebieg spotkania:
1. godz. 10.30 - Msza św. w intencji Weroniki i Czesława Żelek w kościele parafialnym w Tyłowie.
2. godz. 12.00 - spotkanie przy krzyżu w Lubocinie złożenie kwiatów, pamiątkowe zdjęcie.
3. godz. 12.30 - spotkanie rodzinne; kawa, herbata, ciasto - teren obecnej szkoły w Lubocinie.

Z zaproszenia

Jest Lubocino, wioska dość mała
Stąd się wywodzi rodzina cała
Tu żeśmy wszyscy się urodzili
A do kościoła i szkoły w Tyłowie chodzili.
Była dość liczna Żelków rodzina
Dzisiaj dzieciństwo się przypomina
Żyliśmy zawsze w zgodzie, radości,
Nie doznaliśmy żadnej przykrości.
Ale ta radość długo nie trwała,
Gdyż straszna wojna wszystko zabrała.
Najpierw zabrali ojca naszego;
Co będzie z nami nikt nie znał tego.
Mamusia nasza bardzo cierpiała,
Sama z ośmiorgiem dzieci została.
Z własnego domu nas wyrzucili,
U sąsiada Bielawy umieścili
Tam cały miesiąc żeśmy mieszkali
I czekaliśmy, co będzie dalej.
Wreszcie zrobili, jak planowali
I z Lubocinem żeśmy się żegnali.
Przyjechał sąsiad, Licau z Lubocina,
Musiał nas wywieźć, nie jego wina,
Taki był rozkaz władzy niemieckiej,
By nie udzielać pomocy sąsiedzkiej.
Jak żeśmy stali, tak nas zabrali
A Renko z Glaubkiem nas pilnowali.
Z okrzykiem; schnell! schnell! nas poganiali,
Nic nam ze sobą zabrać nie dali.
Wszyscy do wozu w skrzynie posiadali,
Tak z Lubocinem żeśmy się żegnali.
Poklękaliśmy wnet na kolana
I wznosząc ręce prosiliśmy Pana;
Przebacz nam, Panie, my biedni grzesznicy,
Gdy zbliżaliśmy się do Piaśnicy.
Lecz łaska Boża to uczyniła,
Od pewnej śmierci nas ocaliła.
Lecz to nie koniec naszego cierpienia,
Bo nas zamknęli do wejherowskiego więzienia.
Tam zostaliśmy tak traktowani
Jak byśmy byli też przestępcami.
Cela nieduża, dla osób dziesięciu
A nas zmieściło się sześćdziesięciu
Jeden przy drugim, mocno ściśnięci,
Bez picia, jedzenia i przemarznięci.
A wcześnie rano, nim dzień zaświtał,
Głośnym okrzykiem nas przywitał
Strażnik, który nas pilnował
I po kolei wszystkich rewidował
Od najmłodszego do najstarszego
Nie ominął z nas żadnego
Na plac więzienny nas wypędzono,
Wszystkich dokładnie jeszcze sprawdzono.

Zabrać ze sobą nic nie pozwolili,
Byśmy się wszyscy w pociągu zmieścili.
Transport był nami zapełniony
I tak nas wieźli w nieznane strony.
Najbardziej dzieci w nim ucierpiały,
Bez pożywienia jechać musiały.
Tak do Lublina żeśmy dojechali,
Pierwszy posiłek tam otrzymali.
Siostry zakonne to sprawiły,
Że nas wszystkich pożywiły.
Już furmanki na nas czekały
I w dalszą drogę z nami jechały.
A że nas była duża rodzina,
Więc przydzielono nam wóz w drabinach.
Dzieci na deskach posiadały,
Nogi między drabinami zwisały.
Deszcz na nas padał przez drogę całą,
Dopiero w Parczewie słońce nas ogrzało.
Tam również ludzie nas nakarmili
I w dalszą drogę żeśmy ruszyli.
Do wioski Źmiarki żeśmy przybyli
I tam do zimy jakoś przeżyli.
Ale co dobre to szybko minie,
Dali nam „kurną chatę" w Uhninie.
Tam żeśmy pięć lat sami mieszkali.
Ojca w 39. do lagru zabrali
Tam bardzo cierpiał i był głodzony,
Nie miał nadziei, że wróci do dzieci i żony
Ale moc Boża to sprawiła,
Że Go od śmierci ocaliła
Tak sobie przyrzekł i to sprawił,
Że w Lubocinie krzyż postawił.
Krzyż ten oznacza Jego cierpienie,
Dziękujmy Bogu za ocalenie.
Niechaj się cieszy cała rodzina
I o tym krzyżu nie zapomina.
Tu myśmy dzisiaj się zgromadzili,
Byśmy to miejsce godnie uczcili.
Wszyscy, co żyją niech pamiętają,
Że po nas jeszcze pamiątki zostają.
Nas już zabraknie, lecz krzyż zostanie,
Nad losem innych zmiłuj się Panie.
Kto tędy przejdzie niech wspomni sobie,
Że tu mieszkali kiedyś Żelkowie.
W krzyżu westchnienie, w krzyżu zbawienie
Niech nas omija wszelkie cierpienie.

To zapamiętała i opisała
Marta Żelkówna, co tu mieszkała

Lubocino, 29.07.2007

Oryginalna tablica zawieszona pierwotnie na krzyżu w Lubocinie    *    KLIKNIJ    *
Oryginalna tablica zawieszona pierwotnie na krzyżu w Lubocinie.

ZAPRASZAM DO WYMIANY ZDJĘĆ

Zdjęcia pobieramy przez kliknięcie prawym przyciskiem myszki na zdjęciu,
wybranie polecenia "Zapisz obraz jako..." i zapisanie go do odpowiedniego katalogu.

Zdjęcia przysyłamy pocztą elektroniczną na adres parafii lub ks. proboszcza jako załączniki /Dołącz/.
Można też wykorzystać zapasowe adresy parafiiks. proboszcza.
Istnieje możliwość otrzymania całego pakietu zdjęć, poszczególnych autorów, po wcześniejszym skontaktowaniu się z ks. proboszczem i przekazaniu informacji, o interesujących pakietach.

Zdjęcia przysłane przez:
Krzysztofa Łasińskiego
Monikę i Waldemara Nowak
Sylwię Maliszkiewicz

DZIĘKUJEMY
CZEKAMY NA KOLEJNE ZDJĘCIA